Rozstanie. Część 1

– Kochanie? – powiedziałem, wchodząc do jej pokoju. Siedziała przy biurku nad swoimi szkicami, przy nikłym świetle starej, biurkowej lampki. Była całkiem niezłą portrecistką.

Nie odpowiedziała.

– Przyszedłem, bo… – zacząłem, wyciągając zza pleców bukiet żółtych róż.

– Wiem. Wiem, po co przyszedłeś – odparła spokojnym tonem, nie odrywając wzroku od fakturowanej, stylizowanej na stary papier kartki.

– Wiesz? – zdziwiłem się.

– Tak. I muszę cię przeprosić, ale musisz pozwolić mi mówić, i czekać, aż powiem, że skończyłam. Mogę cię o to prosić?

– Oczywiście – powiedziałem, nie wychodząc bynajmniej z osłupienia. – Mów zatem – rzekłem, siadając na brzegu łóżka.

– Otóż – zaczęła, odkładając miękkim ruchem ręki ołówek, jednak wciąż wpatrując się w swój czarno-biały rysunek – na początku, gdy to wszystko się zaczęło, niczego nie byłam pewna. Sam wiesz, jak bardzo byłam wtedy zdruzgotana. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Ale się zgodziłam. A wiesz dlaczego? Dlatego, że na to zasługiwałeś – drżącą dłonią podniosła zimny już kubek. Nie odwróciła się w moją stronę.

– Wiem, o tym. Powtarzałaś mi to wiele razy.

– Bo tak było. Sam wiesz, jak bardzo brzydzę się kłamstwa. Ale… jest coś, co musisz wiedzieć, bo nie wiesz wszystkiego – wstała i postawiła krzesło przede mną, najprawdopodobniej aby spojrzeć mi w oczy. W oczy, które już wtedy były przesłonięte cienką taflą czystych, zimnych łez.

– Słucham? – powiedziałem. Było to słowo, które powiedziałem mimo woli i wbrew temu, co chciałbym powiedzieć. Wcale nie chciałem tego słuchać. Po prostu… czasami musimy stanąć przed życiem i spojrzeć mu w twarz, nawet jeśli jest to twarz pełna bólu, żalu i łez.

Ona westchnęła ciężko i wzięła duży łyk gorzkiej herbaty. Jej usta drżały.

– Udawałam – wysapała wreszcie. Zamknęła oczy, a spod powiek popłynęły dwie, cienkie, słone strużki.

Zamarłem. I poczułem, że coś wewnątrz mnie się zatrzymało. Przez moment myślałem nawet, że to serce przestało bić. Może przez chwilę miałem nawet taką nadzieję. Okazało się jednak, że stało się coś jeszcze gorszego.

Ono najzwyczajniej w świecie…

Przestało czuć.

    c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s