Rozstanie. Część 2

Obudziłem się rano, jak zwykle. Słońce wisiało już dość wysoko nad horyzontem, jak zwykle o tej porze roku. Herbata smakowała gorzko, jak codziennie. Sąsiedzi już dawno wyjechali do pracy. Ja zaś siedziałem w domu, jak zwykle zwykłem to robić podczas urlopu. Co prawda, tym razem miało być inaczej, jednak, ku wątpliwej uciesze któregokolwiek z nas obojga, okazało się, że nadszedł czas spędzić ten pogodny czas samotnie.

Zwykle, gdy ktoś przeżywa jakąś zmianę w swoim życiu, zmienia się nie tylko to, co się zmienia, ale zmienia się również on sam i jego światopogląd. Najważniejsze w życiu jest wyciąganie wniosków. Nie rozpamiętywanie zdarzeń, ale pamiętanie o emocjach. Refleksje.

A, że jestem artystą lub – jak kto woli – jestem nienormalny, obok kilku pustych butelek znalazłem na biurku zamknięty w kopercie list. List zapisany niewyraźnym pismem, zaadresowany do Ciebie. List, którego nie znajdziesz w swojej skrzynce. List, którego nigdy nie przeczytasz.

Kochanie,
Najbardziej boli mnie to, że piszę ten list w czasie przeszłym. Że już nie jesteś, ale byłaś. Że już nie trwasz, lecz przestałaś trwać.
Że kochałaś.
Tak, kochałaś. Przynajmniej tak myślę i taką mam nadzieję.
Wiesz, że tonący chwyta się brzytwy. Ja już nie byłem tonący. Szedłem na dno. Nie miałem siły odepchnąć się rękoma, aby wypłynąć. Pogodziłem się z tym, że dno będzie niedaleko, że w końcu spocznę na jakiejś powierzchni. I będę tam leżał.
Ale w pewnym momencie poczułem czyjś dotyk na moich plecach, dłonie starające się mnie wydobyć. Poczułem dotyk na moich ustach; drugie usta, które wepchnęły do moich płuc nowe, nieznane powietrze. Było to uczucie życia, o którym już zdążyłem zapomnieć. I chciałem o nim zapomnieć, naprawdę chciałem. Jednak, wbrew sobie samemu, pozwoliłem się wydobyć.
Byłaś wtedy kimś, kto znów pokazał mi, jakie to uczucie oddychać.
Morze było spokojne, a twoje oczy purpurowe. W obu z tych rzeczy widziałem moje blade odbicie; blade, oświecone księżycowym blaskiem. Nie wiem, czy to, co było na mojej twarzy, to morska woda, czy łzy. Nie czułem jednak smaku słonego, lecz gorzki. Tak. Gorzki.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem gwiazdy. I umieściłem nas na niebie jako gwiazdozbiory, abyśmy trwali tam całą wieczność.
Wtedy po raz pierwszy w życiu doceniłem życie. I dobrze, że wtedy przy mnie byłaś.
Wiesz, spełniłaś moje marzenia i wyciągnęłaś mnie z morskich głębin. Z głębin moich problemów. Byłaś ich pięknym rozwiązaniem.
A teraz…
Teraz stałaś się ich powodem.
Tonę. A gwiazdozbiory świecą co noc, purpurowym światłem. Wyglądają pięknie tej nocy.
Lecz teraz nie chcę, żeby mnie wyławiać. Chcę wreszcie dotknąć dna, aby wzbić się do nieba, jak ptak.
Odpłynęłaś na zachód. Wieczorami widzę jeszcze coraz mniejszy twój cień. Mam nadzieję, że znajdziesz to, czego szukasz.
Dziękuję, że nauczyłaś mnie oddychać.

Obudziłem się rano. Świat nie zniknął, gdy spałem. Wszystko było tak, jak było dawniej.

Niestety (?)>\ .

Szkoda, że życie nie jest powieścią, że nie można w nim robić poprawek.
Szkoda.

c.d.n.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Rozstanie. Część 2

    1. Dave Dey

      Niektóre odczucia są indywidualne i nie zależą od płci, statusu społecznego czy zgromadzonych doświadczeń. Emocje są czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. I to jest wystarczający powód, aby wywołać łzy.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s